Przetłumaczyć – wytłumaczyć. Seminarium tłumaczeniowe „Sztuka przekładu (także w dydaktyce)”

Seminarium tłumaczeniowe „Sztuka przekładu (także w dydaktyce)” zorganizowane w listopadzie 2015 nie było naszym (nauczycieli i uczniów bydgoskich szkół)  pierwszym zderzeniem z problemem przekładu tekstów literackich. Ostatniej edycji Festiwalu Literatury „Prze-czytani” towarzyszyły bowiem warsztaty translatorskie (z języka niemieckiego, angielskiego i francuskiego), jednak podczas seminarium prowadzący skierowali uczesników na zupełnie nieznane dotąd wody, prezentując nowe spojrzenie na problem tłumaczenia. Całe seminarium było poniekąd spektaklem złożonym z jednoosobowych wystąpień igrających z publicznością tłumaczy, z których każdy najpierw przedstawiał tłumaczenie jako problem, po czym wyprowadzał w pole, sprowadzał na manowce, czasem demoralizował, obracał świat uczestnika do góry nogami, po czym zostawiał raz z czymś, a raz z niczym, przy czym to „nic” było tak gęste i zaskakujące, że potrzeba było kilku godzin, aby dojść po nim do siebie.

            Zaczęliśmy od wykładu pt. „Przekład literacki z perspektywy czytelnika, tłumacza i badacza”wygłoszonego przez prof. Ewę Kraskowską z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Wystapienie dotyczyło dwóch rodzajów tłumaczeń – literalnego, którego celem jest osiągnięcie jak największej zgodności pomiędzy treścią oryginału, a treścią przekładu, oraz takiego, które zakłada inwencję tłumacza i artystyczną wizję tekstu po przekładzie. Prof. Kraskowska nazywa tłumacza „widzialnym” lub „niewidzialnym w tekście. Na podstawie przekładów Stanisława Barańczaka, Magdaleny Heydel oraz Elżbiety Tabakowskiej zastanawialiśmy się nad dylematem widzialności tłumacza oraz nad korzyściami i stratami dla tekstu, jakie wynikają z obranej strategii.

            Pod koniec wykładu w VI Liceum Ogólnokształcącym zaczęli pojawiać się kolejni goście – tłumacze z języka angielskiego, francuskiego oraz węgierskiego. Uczestnicy seminarium zajęli miejsca w wyznaczonych salach i rozpoczęły się równolegle cztery warsztaty tłumaczeniowe z trzech języków, przy czym każdy z tłumaczy miał własną wizję świata przekładu, z którą chciał nas zapoznać.

            Pani Anna Górecka (Literatura na Świecie), tłumaczka z języka węgierskiego, omówiła to, co ją w przekładzie denerwuje, czego należy unikać i na czym się skupić. Wyjaśniła, co to są „nudne zdania”, jakim problemem dla tłumacza jest gwara, neologizmy lub przekład światopoglądów. Podzieliła się zamiłowaniem do związków frazeologicznych. Nie zasypialiśmy więc gruszek w popiele i wspólnie z nią poruszyliśmy niebo i ziemię, aby zastąpić jak najwięcej słów frazeologizmami. Pani Górecka pochwaliła nas, bo okazało się, że z frazeologii wcale nie jesteśmy tak ciency za uszami, jak mogłoby się wydawać. Gdy jednak doszło do rozważań na temat przekładu literatury oddającej specyfikę kulturową danego regionu, pani Anna Górecka przyznała się, że tak naprawdę kręci z nas bekę i od początku zamierzała oświadczyć, że sama kiedyś dostała obuchem w łeb i zrozumiała, że pewnych tekstów przetłumaczyć się nie da.

            Warsztaty z języka francuskiego prowadziła tłumaczka pani Anna Wasilewska (Literatura na Świecie). Opowiedziała o swoich przygodach z tłumaczeniem tekstów, a także o błędach, jakie zdarzało jej się popełniać. Przyznała, że kieruje się własnym „dekalogiem tłumacza”, który ułatwia jej rozstrzyganie problemów o jej „widzialności” i „niewidzialności” jako tłumaczki. Jej zdaniem przekładanie samo w sobie jest poniekąd wadliwe, ale wadliwości tej nie można uniknąć, jeśli chce się umożliwić czytanie tekstu w innym języku niż język oryginału.

            Warsztaty tłumaczeniowe z języka angielskiego skupiały się wokół poezji amerykańskiej. Pan Piotr Sommer, tłumacz i poeta, redaktor naczelny Literatury na Świecie, zaczął od przedstawienia, w jaki sposób i kiedy pojawiła się w Polsce poezja amerykańska i dzięki komu zyskiwała na popularności. Wyróżnił kilka charakterystycznych dla niej tendencji, po czym przeszedł do tłumaczenia tekstu Franka O’Hary ( m.in. „Dzień, w którym zmarła Lady Day”). Po praktycznym treningu przekładu uczestnicy zajęć porównali oryginalny tekst z polskimi tłumaczeniami autorstwa Julii Hertwig i Stanisława Barańczaka, a także samego Piotra Sommera. I jak to bywa przy tłumaczeniu, utknęli na czymś – na nierozstrzygalnym problemie przekładania i nieprzekładania nazw własnych w tekstach literackich.

            Pan Michał Tabaczyński (Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy), tłumacz i esejista, także zdecydował się na literaturę amerykańską. Zaproponował uczesntikom do przetłumaczenia teksty współczesnej pisarki Lydii Davis, pierwszej żony Paula Austera. Byłī to jedyne warsztaty, na których podjęto próbę przekładu prozy.

            Następnego dnia odwiedził nas pan Jakub Ekier, stały gość Stowarzyszenia i klas interdyscyplinarnych VI Liceum Ogólnokształcacego w Bydgoszczy. Pracowaliśmy nad przekładem z języka niemieckiego na polski wiersza Heinza Piontka pt. „Memoiren”. Zadanie wydawało się proste, ponieważ utwór składa się głównie z wymienianych i wspominanych imion i nazwisk członków rodzin oraz nazw miejscowości. Pojawił się jednak problem, ten sam, który poruszyli wykładowcy poprzedniego dnia Seminarium – czy nazwy własne powinny być tłumaczone, a jeśli tak, to czy wszystkie? Czy nazwiska znaczące przełożyć, by brzmiały znacząco również dla czytającego przekład? Problem był tym trudniejszy do rozwiązania, kiedy odkryliśmy, że to właśnie nazwy własne dobitniej mówią o tym, że konkretne osoby były i odeszły, ponieważ trudniej zastąpić pustkę po czymś, co posiadało niemożliwą do przekształcenia nazwę własną. W ten sposób pan Ekier w pewien sposób zażartował z nas (lub, jakby to powiedziała pani Anna Górecka, zagrał nam na nosie) i wyjaśnił, że jego zdaniem łatwiej by było nauczyć się niemieckiego do tego stopnia, by zrozumieć „Memoiren”, niż podejmować się tłumaczenia tego tekstu.

            Seminarium tłumaczeniowe, mimo że odkryło przed nami liczne absurdy, z którymi mierzą się autorzy przekładów, nie zniechęciło nas do działania, lecz zostawiło materiał do przemyślenia. Im bardziej doświadczeni byli nasi goście, tym więcej mówili o tym, aby część tekstów zostawić w spokoju i pozwolić im wieść tylko jedno życie, w jednej kulturze i w jednym języku. Żeby jednak zrozumieć, że oto właśnie natrafiliśmy na taki tekst, trzeba nauczyć się biegle języka, doświadczyć środowiska, w którym funkcjonuje, poznać jego użytkowników, jego historię, być może pojechać do miasta, o którym tekst opowiada – krótko mówiąc, zdobyć kompetencje tłumacza, o których opowiadali nasi kuci na cztery nogi wykładowcy. Może od tego zaczniemy?

Julianna Błaszczyk


Organizatorzy seminarium: Miejski Ośrodek Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, Stowarzyszenie Intelektualistów Niepokornych Trickster, VI Liceum Ogólnokształcące w Bydgoszczy.

Autorka tekstu jest uczennicą klasy 3e o profilu interdyscyplinarnym; uczy się w VI Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy; jest członkiem Stowarzyszenia Intelektualistów Niepokornych Trickster; współorganizuje konferencje naukowe, seminaria i kolejne edycje Festiwalu Literatury Prze- czytani.